include_once("common_lab_header.php");
Excerpt for Skąpana w rozpuście #1 by , available in its entirety at Smashwords

This page may contain adult content. If you are under age 18, or you arrived by accident, please do not read further.

Skąpana w rozpuście

Część Pierwsza (Dzień 1-3)

Copyright by KamillaSwR

Imiona bohaterów zostały zmienione. Nazwy miejsc wymazane. Wszelkie zbieżność postaci i zdarzeń jest przypadkowa. Nic z tego nie mogło wydarzyć się naprawdę…

Dzień Pierwszy

Kółka walizek stukoczą po betonowych płytach. Nasz pociąg stoi przy peronie. Powinien właśnie odjeżdżać. Peron jest pusty, najwyraźniej wszyscy już wsiedli. Przyspieszamy kroku.

- Ej, chyba nam nie odjedzie? – Martyna, moja kuzynka, parska rozpaczliwym śmiechem.

- Nie! Weź, bo się zaraz wkurwię! – Kinga, przyjaciółka Martyny, pędzi z przodu.

Zaraz możemy spóźnić się na nasze wakacje. To nie nasza wina. Pociąg, którym dojechałyśmy na to zadupie przyjechał z opóźnieniem. A dworzec jest w przebudowie. Oczywiście, w środku lata. Przejście z jednego peronu to jakaś zagadka. Mijasz ściankę z dykty, potem na dół, znów do góry, na około… To chyba ma być jakaś dodatkowa, lokalna, letnia atrakcja.

Przyspieszamy jeszcze bardziej. Ja jako ostatnia. Wpadam jeszcze w dziurę w obłamanej płycie.

- Co za burdel. Jeszcze stracę tu zęby – jęczę, sama do siebie. Ja chcę tylko dojechać nad morze.

- Kamilla! Dajesz radę? – Martyna woła stojąc już przy drzwiach.

- Tak, tak, tak! Daję.

- Dajesz? – Martyna unosi brew trzymając się poręczy. Wskakuje do środka.

Gramolę się za nią, dziewczyny pomagają załadować moje rzeczy. Patrzę na zegarek, pociąg powinien wyjechać minutę temu.

- Dajemy radę? Dajemy radę! – dziewczyny zderzają pieści.

Na miejsca siedzące nie ma co liczyć, trudno. Na szczęście to już krótka droga.

- Co ty masz jeszcze w tych bagażach!? – pyta Kinga. Faktycznie, mam największą walizkę. I jeszcze torbę na ramieniu.

- No co? Rzeczy. Nie wiem jak wy się zmieściłyście w te... – patrzę na ich bagaże.

- Same skąpe stroje – Martyna rzuca.

- Okay – potakuję z ironią.

- A ty co tam masz? Książki wzięłaś?

- Nie? Nie książki… - odpowiadam nieco przygaszona. Chociaż tak się składa, że wzięłam jedną książkę. Alicję w Krainie czarów. Pomyślałam, że może przeczytam ją ponownie.

2 minuty po czasie. Wciąż nie ruszamy. Do wagonu wczłapuje się otyły konduktor.

- No, co? Ledwie się udało, nie? – otyły konduktor zagaduje nas przygotowując kasownik. Najwyraźniej nie poczuwa się do jakiejkolwiek odpowiedzialności za ten syf.

Głośny gwizd. Drzwi się zamykają. I pociąg rusza.

- No nie nasza wina. Takie mamy koleje – Kinga postanawia sobie podyskutować. Cały czas patrzę na jego opasły brzuch. Ten koleś wygląda wyjątkowo niezdrowo. Sapie.

- Ba! Tak jest, co zrobię? Cieszcie się, że w ogóle jedziemy – grubas pierdoli od rzeczy.

- A dowiezie nas pan chociaż na miejsce? – Kinga uderza w słodkie tony. Chyba chce go nakręcić – Zależy nam strasznie na tych wakacjach.

Wymieniam się z Martyną zażenowanymi spojrzeniami.

- Oj, żeby to ode mnie zależało, dziewczyny. To na księżyc – pieprzy dalej, zaczynając sprawdzać nasze bilety. - No, to co? Wyszalejcie się dziewczyny! – uśmiecha się dwuznacznie, wywołując we mnie jeszcze większe zażenowanie. Odchodzi, niezgranych krokiem. Nienawidzę pociągów.

Kinga i Martyna od razu zaczynają kpić. Nie z otyłości, z wąsów.

- Może mają to w umowie? – staram się podłączyć, wciąż trochę niezgrana z tą dwójką. Martyna pstryka palcami. Coś jej się przypomniało. - Trzy, trzy, dwa – wskazuje po kolei palcem na mnie, na Kingę i na koniec na siebie.

- Co trzy, trzy, dwa? - dopytuję.

- Tyle razy spojrzał się na cycki.

Przyglądam się jej.

- Mamy taką grę od jakiegoś czasu - podpowiada Kinga.

- I jak się w nią wygra?

- W to się tylko przegrywa – odpowiada Martyna.

- I co wtedy?

- Wtedy zakładasz większy dekolt – kwituje Kinga.

- Hmm.

W drodze tutaj zdążyłam się już zaniepokoić ich dosyć specyficznymi aluzjami, co do planów na te dwa tygodnie…

Ten wyjazd jest dla mnie pierwszą taką możliwością wakacji bez zbytniej kontroli rodziców. Zazwyczaj boją się o mnie jak o cenną porcelanę. Martyna ma robić za moją opiekunkę. Moi starzy bardzo jej ufają. Jest wzorowa, wszystko się pięknie udaje, a teraz zdała maturę ze świetnymi wynikami. Ma już zapewnione miejsce odpowiednich studiach. Kindze podobno też poszło bardzo dobrze. Dzięki temu - w ramach nagrody - tym razem jadą na dwa tygodnie, a nie jeden. Wynajęłyśmy duży, dwupiętrowy domek. Martyna i Kinga są już trzeci raz pod rząd w tej miejscowości. Drugi raz na tym ośrodku. Dosyć drogo, ale Martyna skutecznie przekonała swoich i moich rodziców.

A jednak już przed wyjazdem Martyna powiedziała mi niespodziewanie, że mogę się mocno zdziwić. Zabrzmiało to jakby chciała mnie na coś przygotować. Odpowiedziałam, że być może ona także może zdziwić. Blef za blef, pomyślałam. Tymczasem Martyna stwierdziła enigmatycznie, że być może jesteśmy do siebie nawet bardziej podobne niż mogłoby się wydawać.

Teraz mnie to coraz mocniej zastanawia. Wcześniej odniosłam wrażenie, że Kinga jest dosyć normalną osobą. Jednak po paru godzinach obcowania z nią zaczyna mi się wyłaniać z tych aluzji, żartów i wypowiedzi pewien motyw przewodni: zero hamulców. Martyna też wydaje się inna niż ją znam.

W pewnym momencie Martyna rzuca do mnie:

- Wiesz, że w domach starców ludzie się ruchają na potęgę?

- Nieźle – mówię, uśmiechnięta na tą myśl.

- Nieźle, tak? A czemu nieźle?

- No, dobrze że jeszcze mogą. Coś z życia?

- Coś z życia. No ciekawe. W ich przypadku to spoko. Ale już w naszym? Nie?

- No, bo… - zacinam się.

- No? – Martyna wwierca we mnie wzrok - To zgadnij co oni by zrobili jakby mogli cofnąć czas. Co by zrobili mogąc być znowu w naszym wieku.

- Ale co? Sugerujesz, że by to ciągle robili?

- Może? – wzrusza ramionami z dwuznacznym uśmiechem.

Temat schodzi na jeszcze inny tor. Dziewczyny zaczynają nabijać się z tego, co mówiło się na lekcjach wychowania do życia w rodzinie. Na przykład idiotyzmy na temat nieskuteczności antykoncepcji, które niestety wszyscy łykają.

- Jak źle używasz to nie działa - stwierdza Martyna – Ale nie wytłumaczysz tego.

Jej matka jest lekarką, więc i ona ma o tym nieco lepsze niż przeciętnie, pojęcie. Ja raczej nie przywiązywałam szczególnej wagi do tego co mówią w szkole, wiedziałam, że wielu rzeczy nie należy traktować do końca poważnie. Mam wrażenie, że Martyna mimo nabijania się z tego jest tym mocno rozgoryczona. Dokładam się do tej rozmowy opowiadając o tym, jak mi kiedyś w szkole tłumaczono, że chłopacy zawsze nudzą się zawsze już po pierwszym razie. I niby dlatego trzeba czekać. W czym akurat nigdy nie dostrzegałam większego sensu, skoro mieliby się nudzić zawsze po pierwszym razie, to co za różnica czy się czeka?

Dziewczyny chwilę się nad tym zastanawiają, po czym Martyna mówi:

- Akurat tego debilizmu u mnie nigdy nie słyszałam. Ale pasuje do reszty tych teorii.

Jak tylko w dyskusji wychodzi, że nie tak dawno zerwałam z chłopakiem Kinga stwierdza, że tym bardziej pomoże mi ‘odpierdalenie’ razem z nimi. Nie żebym to jakoś jeszcze przeżywała. Było, minęło. Tylko co znaczy dla nich odpierdalanie? Nie chcę pytać wprost, ale o co innego może chodzić na wakacjach niż o plażę, pływanie, potańczenie w klubach, może jakiś flirt? Ewentualnie parę flirtów? Może - i to naprawdę w największym porywie – jakiś niewinny wakacyjny romans?

One dwie mają jednak na to nieco inne spojrzenie, a większość chłopaków jest dla nich beznadziejna. Buraki albo debile. Lub dzieci. Nie wiadomo czego chcą, bardziej niezdecydowani niż baby. Hmm, ja się aż tak chyba nie zawiodłam, chociaż i mój były chłopak też do końca chyba nie wiedział czego chce. Jak się tak zastanowić to mój wcześniejszy chłopak też nie. Zastanawiam się, to kto w takim razie je kręci. Tymczasem Kinga ciśnie po facetach dalej, przytaczając jakąś uogólnioną konwersację:

- W ogóle, ile razy to słyszałyście? "Cześć, co robisz?" Nic. No bo kurwa nic nie robię. "Okay… To co robisz?" – Kinga rozkłada ręce wpatrując się w nas – Nie wiem. Gówno? "Spoko… A, a co robisz?" I tak cały czas. I pięć minut później dojebie na przykład: "A jakie masz majtki?" Hmm, srakie? "Aha. Pojebana jesteś." I milczy, nie? A chwilę później: "Spotkamy się?" Kurwa, oni mnie pyta czy się spotkamy po takich rozmowach. Ja chyba śnię. I za chwilę znowu: "To kiedy się spotkamy?"

- To ty jesteś Kamila czy Kamil-la? - w pewnym momencie pyta mnie Kinga.

- Kamil-la. Przez dwa L – mówię – ale może być też Kama.

- KamiL-La – Kinga wyraźnie akcentuje, jakby próbowała to sobie wyryć w pamięci – No! Lepiej niż Kamila. Zacnie.

- Wiesz, rodzice chcieli żebym się wyróżniała. Trochę są snobami – rzucam, wzruszając ramionami.

- Kinga wie o co chodzi. Też jest z takiej – Martyna rzuca zza telefonu na którym ciągle pisze.

- Ah?

- A co? To takie dziwne? - Kinga patrzy na mnie podejrzliwie – Heh, mi tylko na wakacjach odpierdala. Serio. Potem jestem już grzeczniutka cały rok.

- Mogę to potwierdzić – Martyna dorzuca.

- No w sumie, dobra! Bo ona nie zna mnie od normalnej strony! Musisz mi uwierzyć na słowo, Kamilla, same piąteczki w szkole. No, prawie same. A! Jedna szóstka! I kiedyś konkurs recytatorski wygrałam.

- Okay, wierzę – mówię, uśmiechając się cały czas delikatnie patrząc przed siebie.

- Czekaj, czekaj! – Kinga wyciąga telefon i pokazuje mi swoje codzienne zdjęcia - I co? Jest różnica?

Przyglądam się, faktycznie prezentuje zdecydowanie inny styl.

- Wierzę. Wierzę – mówię. I znowu się zamyślam. Kiedy jeszcze byłam w związku, Martyna namówiła mnie na tabletki antykoncepcyjne. Nie zdążyły mi się przydać, bo zerwaliśmy niedługo po tym jak zaczęłam je brać, ale skoro zaczęłam to nie było sensu odstawiać, za czym obstawiała też Martyna – w końcu „różnie może jeszcze być”. Nie przywiązałam wtedy do tego wagi. Nagle rytm mojego serca mocno przyspiesza.

*

Dojeżdżamy na miejsce. Nareszcie. Jestem wykończona podróżą, czuję się sbrudna. Jeszcze tylko taxi. Ładujemy graty do bagażnika. Taksiarz gapi się na nas bez słowa zamykając bagażnik. Sama zaczynam liczyć spojrzenia na cycki.

I już niedługo koniec podróży. Wakacje witajcie!

*

W końcu jesteśmy w naszym domku. Moje pierwsze wrażenia są bardzo pozytywne, wszystko jak na folderze. Czuć zapach drewna. Łazienka jak na domek letniskowy jest obszerna i ładnie wykończona. Duży prysznic, w którym zmieszczą się spokojnie dwie osoby. Oglądam jeszcze pokoiki na górze.

Ledwie zdołałam się odświeżyć, już rozrzucając rzeczy gdzie popadnie, kiedy słyszę krzyk Kingi:

- Kurwa! – właśnie wbiegła do domku i rzuciła się od razu do okna. Odchyla żaluzje - Obczajcie kogo mamy obok!

Martyna z niewiarą na wypisaną na twarzy podchodzi spokojnym krokiem do okna. Spogląda.

- O! O! Kurwa. Nie kłamałaś. Ale fart.

- To będą za-za-zajebiste wakacje – Kinga się cieszy.

- O czym wy mówicie? – odkładam szczotkę do włosów i też podchodzę do okna.

Spoglądam. Niemal na przeciwko nas, na tarasie innego domku stoi czterech chłopaków. Dwóch wygląda na nieco od nas starszych, ale raczej bardzo niewiele, dwóch jest chyba mniej więcej w naszym wieku. Dwóch jest bez koszulek więc widać jak dobrze są zbudowani. Jeden z tych wyglądających na młodszych o dziwo ma już tatuaże. Jest też bardzo szeroki w barkach, może nieco za bardzo. Co chwila spoglądają w stronę naszego domku. Kompletnie nie mój typ. Mamy z nimi spędzać czas!? Czy one…?

- Też już nas zczaili – Kinga cieszy się chytrze.

- Przecież to jacyś kretyni - rzucam nieco pod nosem czekając wciąż na wyjaśnienia. Na nic.

- Ci dwaj – Kinga wskazuje palcem przez żaluzje nie wiem do końca na kogo – są mega zajebiści! Ci trochę mniej, ale w sumie też dobre dupy.

- Podzielę się z tobą – rzuca Martyna.

- Dobra. Dobra! – macham rękoma - O co wam dokładnie chodzi?

Kinga, z wymownym spojrzeniem, wskazuje głową przez okno.

- Tak, widzę. Jakieś dupki. I co z nimi?

- No, dokładnie. Dobre dupy. Nadają się. Wstępnie.

- Nadają się do…? Do czego?

- Dooo? – Kinga mnie lustruje przez sekundę - Przeruchania? Jak nie będą zjebani, ofkors.

Więc mam moją odpowiedź. Mimo wszystko, chyba szukam jeszcze jednego potwierdzenia:

- Co?

- Zakładam, że oni szukają dokładnie do tego samego właśnie nas – głos Martyny jest zadziwiająco spokojny. Bierze łyk wody z butelki.

Wydaję z siebie nerwowy śmiech. Potrząsam głową.

- Wiesz, jak się chcesz zabawić to właśnie z takimi, którzy się na zabawie znają – Martyna kontynuuje wciąż się im przyglądając - Zamiast takimi jak na przykład ten, z którym chodziłaś.

- Co z nim było nie tak?

- Co nie tak? Przecież z nim zerwałaś, więc coś było nie tak. Nie?

- N-no, ale, ale wciąż się kolegujemy normalnie. Po prostu się nie zgraliśmy - mówię jednocześnie zastanawiając się kiedy Martyna tak się zmieniła, żeby lubić takich chłopaków jak ci.

- No, kolegujecie się. Nie zgraliście się. To musiało być pasjonujące, nie? – Martyna spogląda na mnie. Mogę się chyba tylko zgodzić, więc wolę nic nie mówić. - Kamilla, jesteśmy wciąż pojebanymi nastolatkami. Po chuj udawać bardziej dorosłe niż jesteśmy?

Tu też właściwie mogę jej przyznać rację. Wykrzywiam usta w zastanowieniu.

- I tak kto chciał nazwał mnie już szmatą. Ciebie pewnie też – Martyna dodaje.

- Możliwe – mówię, chociaż doskonale pamiętam, że kiedyś w szkole znalazłam wyskrobany na ławce napis, że się szmacę. Dwa L więc musiało chodzić o mnie, ale wolę tego nie przytaczać.

- Więc, wiesz, mogą sobie to mówić, a i tak nie wiedzą jaką faktycznie jestem szmatą.

Teraz jestem tym bardziej ciekawa, co ona narobiła tutaj wcześniej. Czuję coś w rodzaju tremy.

- Nie wiem czy ja do was tu pasuję – wzdycham.

- Jeszcze się zdziwisz jak bardzo.

- Myślisz? – potrząsam głową w niedowierzaniu. Patrzę jeszcze raz przez okno, próbuję się wczuć w rozumowanie dziewczyn. Patrząc na same ciała, tak, są całkiem atrakcyjni, z zachowania wydają się być pewni siebie:

- No okay, hmm, patrząc w ten sposób, no, całkiem fajne dupy – wyduszam z siebie, a dziewczyny zaczynają się cieszyć - Szczególnie ten po prawej. O, i ten obok niego też.

- Też bym jego szarpała pierwszego – rzuca Martyna.

- Dobra idę ich obadać - mówi Kinga i rusza po swoje rzeczy. Wyjmuje parę ciuchów z torby i znika z nimi w łazience.

Po pięciu minutach zjawia się z powrotem. Na sobie ma górę od bikini – skąpe i czerwone. Przyznaję, że wygląda wyjątkowo seksownie, wysportowane ciało i spory biust. Do tego założyła ponownie jeansowe shorty w których przyjechała, kuse, podarte. Zapina je już na naszych oczach w pośpiechu. Idzie niemal tanecznym krokiem. Robi jeszcze obrót przy nas - radość emanuje z jej twarzy - po czym wychodzi na zewnątrz.

To wszystko nie może mi się podobać, to nie moje klimaty. To jest już perwersja. Ale co mam zrobić? Będę z przymusu tego obserwatorem. Razem z Martyną rzucamy się ponownie do okna. Właściwie to jestem ciekawa co zrobi Kinga. Widzę jak podchodzi do nich, niby niewinnym, nieco zakłopotanym krokiem, jakby się nieco wahała – gra, i to dobra. Ręce włożyła w kieszenie szortów, też bym tak zrobiła na jej miejscu. Aż mnie zatyka – ona tak po prostu to robi. Po prostu od tak do nich podejdzie? Cała czwórka już wychodzi jej naprzeciw, uśmiechnięci, gotowi żeby piać z zachwytu na jej widok. Jeden z nich przerzuca w rękach piłkę do siatki. Kinga w ostatnim kroku wykonuje lekki podskok, patrzę na nią od tyłu, ale wiem, że jej cycki musiały się pięknie zabujać, o to chodziło. Wszystkie cztery pary oczu instynktownie powędrowały w kierunku jej biustu. Jeszcze niewinnie zaczesuje włosy za uszko; to też dobry ruch.

Zaczynają rozmawiać. Wszyscy podają po kolei rękę Kindze. Po chwili widzę już wybuchy śmiechu; rozmowa idzie bez żadnego problemu. Zastanawiam się co oni trenują, wyglądają jakby na pewno coś trenowali.

Widzę, że Kinga wskazuje już chłopakom nasz domek. Chyba ich teraz nie zaprosi!? Przebiega mnie dreszcz.

- Od kiedy ty w ogóle takich lubisz? – pytam, zapatrzoną też w nich, Martynę.

- Czy lubię? Kręcą mnie. A ciebie może nie? – uśmiecha się w podstępny, z jakiegoś powodu, sposób.

Nie wiem co odpowiedzieć. Ona kontynuuje:

- Jakiś czas temu powiedziałaś mi na co pierwsze zwracasz uwagę.

- W chłopakach? Co takiego powiedziałam?

- Że musi być wysoki. Nie, że ma być, nie wiem, dobry? Czy mądry, czy cokolwiek. Wysoki.

Chyba właśnie zostałam określona jako próżna. Próbuję się bronić:

- No bo sama jest wysoka, a lubię obcasy wiec--

- O, o, o! – Martyna wytyka mnie palcem - No właśnie, lubisz obcasy. Lubisz wysokich. No i spoko, Kama. Właśnie nic w tym złego. Przecież gdybyś serio cały czas leciała tylko na intelekt chłopaków to byś się musiała powiesić na tej pustyni. O to, kurde, chodzi. Ja też lubię dobre dupy! No na co innego mamy patrzeć? My niby musimy, kurwa, być święte, kiedy dookoła kręcą się same sępy, które chcą nas wyruchać. Jaki to ma sens? Też się chcemy czasem po prostu tylko ruchać.

- Hmm, no chyba nie tylko. Tak po prostu.

- Nie, bo nam przecież niewolno – rzuca jakby już od niechcenia - Dobra, też idę do nich.

Zastanawiam się co mam powiedzieć - i tak już dostatecznie zbita z tropu - kiedy widzę, że ona właśnie rozpina koszulę – pod nią ma czarny koronkowy stanik – zawiązuje ze sobą jej końce pod stanikiem, odsłaniając i częściowo stanik i płaski brzuch. Poprawia jeszcze dekolt, przeczesuje szybko włosy. Na sobie ma wciąż jeansy biodrówki i trampki. Jest już w drzwiach, a ja dalej nie wiem co powiedzieć.

- Ej, a co ze mną ja?! - wyrzucam z siebie szybko, zatrzymując ją na moment.

- No co? Przebieraj się w coś i też ruszaj dupę – Martyna unosi jeszcze brwi i zamyka za sobą drzwi.

Jestem sama, zastanawiam się co to zrobić. Iść do pokoju? Czytać książkę!? Czuję, że tu odstaję. Patrzę jeszcze raz na zewnątrz. Martyna dołączona i cała szóstka prowadzi już wesołą konwersację. Nie mogę uwierzyć, że ona potrafi się tak zachowywać. Może to rozstanie z chłopakiem tak ją zmieniło? Byli ze sobą prawie dwa lata, ale rozstali się już przed ponad rokiem, od tamtej pory wiem że nikogo nie miała. Ale wiedziałam, że cały czas bierze tabletki. Jakoś się nad tym nie zastanawiałam. W końcu podobno poprawią wiele rzeczy, tak mówiła sama Martyna.

Nie mogę tak po prostu stać jak kołek. I tak ich tu pewnie przyprowadzą prędzej czy później. Okay, szybko, myśl. Właściwie? Co mi szkodzi z nimi pogadać? Poudaję. Biegnę do pokoju, wyciągam z torby górę od mojego czarnego bikini. Ubieram. Dół zostaje tak jak jest, jeansowe shorty. Wybiegam z łazienki, podbiegam do drzwi. Nie! Nie tak! Zawracam. Wyciągam z torby koszulę. Zakładam. Zapięta? Nie, rozpięta! Też zawiązuje ją nad pępkiem. Szybko. Drzwi, klamka… Moment. Przyjechaliśmy tutaj pół godziny temu i już flirtujemy z nieznajomymi chłopakami. WOW! Co tu się dzieje! Okay, spokojnie, to tylko wciąż flirt. To akurat umiem robić bez problemu. Wdech. Wychodzę.

Idę powoli. Delikatnie się uśmiecham. Zauważają mnie. Martyna i Kinga odwracają głowy. Po spojrzeniach czuję, że o to chodziło.

- A to Kamilla, moja kuzynka – Martyna mnie przedstawia. Chyba się czerwienię. Zdarza się. Chłopacy się przedstawiają. Zaczynam grę.

*

Mimo że okazują się nawet nieco bardziej bezczelni niż myślałam, konwersacja z nimi idzie całkiem nieźle. Spędzamy tak z godzinę. Na dużym luzie. Faktycznie, jeśli się nie ma wielkich oczekiwań można mieć z tego trochę radości. I tak zamierzam ich trzymać na duży dystans. To nie tak, że są chamscy, starają się być nawet czarujący, ale umiem wyczuć, co z takich wyjdzie.

Nazywają się, Sebastian, Daniel, Dawid i Arek. Wydaje mi się, że całkiem dobrze ich już rozpracowałam. Daniel ma tyle samo lat co ja. Teraz zaczyna mi się także podobać z wyglądu. Arek ma dwadzieścia jeden lat. Dawid ma dwadzieścia i wydaję się najbardziej gadatliwy, i najbardziej przemądrzały. Ale jest przy tym na szczęście dosyć zabawny. Sebastian ma też tyle lat co ja - to ten wyjątkowo szeroki i wytatuowany – z całej czwórki mówi najmniej, chociaż i tak zdecydowanie odstaje od przeciętnej. Jednocześnie z tą gołą klatą i tatuażami wydaję się najbardziej groźny. Dawid to student AWF – o to dopytuję ja, dziewczyn temat czym oni się zajmują w życiu nawet nie zainteresował. Sebastian i Daniel to licealiści, tyle że oni są w liceum sportowym. Sebastian ma zamiar iść w ślady Dawida, obaj mówią o karierze trenerskiej w przyszłości. Daniel natomiast twierdzi, że ma pomysł na biznes związany ze sportem już po liceum. Arek prowadzi prywatny biznes związany z samochodami. Nawet mnie to zaskakuje pozytywnie, że tak młodzi i tak beztroscy ludzie mają już plany na biznes i karierę. Ale ten temat Arek mówi szybko, dużo też pyta, chociaż często nieco retorycznie, „nie? nie?” I ciągle z wszystkiego żartuje. Dawid też jest całkiem zabawny, ale zdarza mu się mówić o niektórych rzeczach jakby był wielkim znawcą. Sebastian z kolei ma najbardziej ciężki żart. Za to Daniel, wydaje się najbardziej spokojny z nich, ale nadrabia to rzucaniem co jakiś czas ciętych ripost.

Chłopacy chyba czują już, że z nami, a raczej z Martyną i Kingą można ostrzej. W końcu zaczynają padać dwuznaczne żarty. One chyba na to czekały, przypadli im do gustu, i teraz odpowiadają im na ich zaczepki swoimi zaczepkami. Martyna, mimo swojego nowego stroju, trzyma się swojego, nieco wyniosłego stylu – ale zawsze mi to u niej imponowało. Kinga z kolei mogłaby z nimi konkurować na wulgarność. Już proponują sobie nawzajem żeby iść wspólnie na plaże. A ja znowu zaczynam się czuć nieco piątym kołem u wozu. Na moje szczęście nikt nie powiedział jeszcze niczego wprost, ale to pewnie kwestia czasu. To nie są kolesie, którzy są bojaźliwi i powściągliwi, i będą szarmancko krążyli wokół tematu, ale bez mówienia ostatniego słowa. To są kolesie, którzy bardzo szybko spróbują się dobrać do naszych majtek. Polowanie na laski to wręcz główny cel ich przyjazdu, nawet się z tym nie kryją. I chyba nie są nowicjuszami. Nie musiałabym mieć rodziców nad głową, żeby sama nie chcieć zostać z takimi sam na sam. Tym czasem to Martyna wystawia mnie na ich obecność.

Na koniec naszego zapoznania grupka naszych sąsiadów jeszcze kwituje, że trafiły im się najlepsze możliwe sąsiadki, dokładnie takie jakich szukali.

- Myślicie? – Martyna odpowiada już odchodząc powolnym krokiem - Ale jeszcze się lepiej dobrze porozglądajcie. Może są lepsze?– zaczesuje włosy za ucho – Żebyście potem nie żałowali.

- Rozglądamy się. Powiemy wam jak znajdziemy lepsze. Na razie prowadzicie – mówi Dawid.

- Koniecznie nas poinformujcie o wynikach! - Martyna mówi głośno, po czym dodaje już pod nosem – my może poinformujemy was o naszych.

Wracamy do domku. Zamykam drzwi i od razu pytam.

- Więc, chcecie z nimi spędzać czas? – pytam spokojnym tonem („ruchać się” - Słyszę w mojej głowie).

- Spędzać czas – Kinga cicho się zaśmiewa, jakby czytała mi w myślach. Głupawka włącza się jej coraz częściej.

- Chyba ci się jednak spodobali – Martyna kiwa na mnie palcem zagryzając w uśmiechu wargę, jej brwi się poruszają.

- Mi? Nieee. Ale, hm, jestem w stanie z nimi przeżyć, byle nie za dużo.

- Niekoniecznie musi z nimi coś robić, może znajdą się inni. Zobaczymy co z nich wyjdzie. Spoko-loko, Kamilka. Nie wiem czy się trafią takie cztery na raz, ale rozglądam się możemy!

- Joł, dokładnie – Kinga pada na kanapę - jeszcze pytanko jeszcze czy nie gustują w tandecie.

- W sensie? Że ubiór? - dopytuję.

- Mówię o laskach. Jak lecą na każde szmaty, to niech wypierdalają.

Hm, najwyraźniej Kinga i Martyna mają to bardziej przemyślane niż myślałam. No dobra, czego jeszcze nie wiem?

*

Jemy na mieście obiad i idziemy na plażę. Ludzi jest mnóstwo. Teraz (solidnie natarte kremem do opalania) jesteśmy już tylko w bikini - moje czarne, czerwone Kingi, fioletowo-czarne Martyny. Oczywiście nie mogło zabraknąć też okularów przeciwsłonecznych. Scena naszego pochodu przez plażę mogłaby lecieć w zwolnionym tempie.

Jeszcze po drodze stajemy się obiektem dwóch podrywów. Raz próbuje nas poderwać dwójka młodych chłopaków, potem jakieś trio, złożone z raczej kiepsko się starzejących trzydziestoparolatków szukających na siłę szczęścia. Życzę im szczęścia, bardzo się przyda. Podrywy niektórych facetów notorycznie przypominają roje komarów. Już od jakiegoś czasu mam to zawsze wliczone w koszty pokazywania się w czymkolwiek bardziej odkrywającym, czy jakiekolwiek wyjścia do klubu. Przynajmniej zawsze jest ta lekka przyjemność ze wzroku śliniących się facetów, którzy nie mogą ciebie nigdy mieć.

Rozglądam się po plaży, na pierwszym planie widać całą masę ludzi, którzy latami zaniedbywali swoje zdrowie. Mimo to chętnie paradują w strojach kąpielowych. Ogólna masakra. Młodzi ludzie też urodą szału nie robią. Wydaje mi się, że nie trzeba tak wiele żeby dobrze wyglądać, nie katuję się ćwiczeniami ponad zdrowy rozsądek, a dietę mam urozmaiconą. A jednak, na plażach - szczególnie w tym kraju - jesteśmy rzadkimi wyjątkami. To zawsze powoduje, że czuję się trochę nieswojo, kiedy mam się rozebrać do bikini. Kiedyś zdarzało mi się czasem nawet zostawać w koszulce założonej na bikini. Peszyłam się w ostatnim momencie. I pływałam w tej koszulce. Jakiś rodzaj wstydu, ale nie z powodu kompleksów, zupełnie odwrotnie, bałam się uwagi innych.

Znajdujemy wolne miejsce i rozbijamy nasz obóz. Nie mamy parawanu, ale dookoła jest ich tyle, że efekt jest ten sam. Przynajmniej jesteśmy mniej narażone, że jakiś kretyn nas wypatrzy i przysiądzie się. To mi się też już zdarzyło. Wyjątkowo żenujące. I jak tu normalnie chodzić w bikini?

Dziewczyny rozprawiają już o wieczorze. Nie mogą się doczekać. Wspominają o naszych nowo poznanych kolegach, który której bardziej wpadł w oko. O tym żeby dzisiaj po imprezie w klubie może by wpaść do nich. Powoduje to u mnie znowu wzrost napięcia - ja już zdecydowałam, żeby się u nich nie pokazywać, a lubię danego słowa, nawet samej sobie, dotrzymywać. Szczególnie po tym co powiedziały.

Przy opalaniu pleców rozwiązujemy sobie kostiumy; pojawia się temat topless.

- O! zrobiłabym to. Ale, no, na pewno nie tutaj, przy tych Januszach. Jakaś zamknięta plaża? Albo na jakimś ośrodku gdzie można. Pod warunkiem, że są tam spoko ludzie – Martyna się głośno zastanawia. Kolejne zaskoczenie dla mnie, ale właściwie nie powinnam się już dziwić niczym.

- Kurwa, dokładnie - Kinga odpowiada - Tu i tak nie można topless. Zresztą kurwa, komu? Nie, tutaj w życiu bym cyców nie pokazała. Może z tymi kolesiami z naprzeciwka w jakimś ustronnym miejscu? Polanka w lesie czy coś. Ciekawe co by powiedzieli. Ej, to może być dobry patent.

- No, zobaczymy czy nie ochujają.

- Wy nie jesteście normalne – rzucam. Zaczynam się bezradnie chichrać, potrząsając głową. Chowam twarz w dłoniach.

- Martyna, może wdrożysz w końcu w pełni nowicjuszkę co robiliśmy w zeszłym roku?

- Nie wiem czy chcę wiedzieć – mówię.

- Nie? Nie chcesz? – Martyna uśmiecha się do mnie lekko.

Zastanawiam się chwilę.

- Eh, dobra. Weź już powiedź, bo mnie to dobija.

Faktycznie czuję jakbym się nieco trzęsła. Wywołuje to we mnie podenerwowanie.

- No okay. Zeszły rok, tak? No więc, hmm, za górami, za lasami… od czego by tu zacząć? Okay! Może to. Była taka jedna sytuacja. Nasz, po prostu, szczyt!

- Jak na razie! - wtrąca Kinga.

- Jak na razie! - kontynuuje Martyna - Wyszłyśmy z imprezy z dwoma kolesiami, którzy mieszkali na tych domkach, właśnie chyba dokładnie w naszym? Tak? Tak mi się bardzo wydaje.

- No, chyba tak.

Denerwuje się bardziej. Nie rozumiem w pełni czemu.

- Poznałyśmy ich w ogóle dzień wcześniej i był z nimi też taki trzeci gość, wcześniej nas trochę zniechęcał, ale po tej imprezie byłyśmy z deka wcięte. Wiesz! z umiarem oczywiście, ale zawsze. No i trochę ryzyk-fizyk, zresztą tego trzeciego typa z nimi nie było, nie wiadomo gdzie go wjebało. Jak dotarłyśmy do ich domku to okazało się, że ten trzeci tam jest, ale nakurwiony czymś. W każdym razie nieprzytomny leżał całą noc na tej kanapie. A my tak: ja z jednym, Kinga z drugim, przynajmniej na początku! No wiesz, już się pewnie domyślasz – Martyna uśmiecha się do mnie tym swoim kocim uśmiechem, „czy ja mogę być czemuś winna?”

- Em. No nie wiem - nerwowo się zaśmiewam. Serce mi wali.

- No, były wymiany. W ciągu nocy.

JA PIERDOLĘ. Moje nerwy sięgają szczytu.

- Nie! No nie wierzę - potrząsam głową. Znowu chowam twarz w dłoniach.

- Nie? To może i dobrze. Nie da się mnie o nic posądzić – i znowu ten uśmiech.

Zaczynam odczuwać pewną ulgę. Przynajmniej wiem o co chodzi. Bardziej ekstremalnie chyba się nie da. Martyna. I wymienianie się facetami. JA PIERDOLĘ. Nie zgadłabym nawet.

Niedługo później ekipa z domków nas odnajduje. Kinga zdradza im naszą pozycję. Ich też można było dostrzec już z daleka. Rzucają się tutaj w oczy tak jak my, no i są głośni. Teraz widzę tatuaże pozostałej dwójki. Więc ma je aż trzech na czterech. No i wszyscy są bardzo dobrze zbudowani. Widok mogę docenić.

Po ich wzroku można od razu poznać, że i oni zdecydowanie doceniają nasz widok w bikini. Przyłączają się . Otwierający żart Dawida o zjeździe modelek na widok naszych bikini trochę mnie na samym początku. Już to słyszałam parę razy. My po prostu wyglądamy dobrze.

Mimo, że chłopacy są bardzo głośni i nieco wulgarny, szybko się jednak oswajam, gawędzimy cały czas o niczym szczególnym. Jest nawet miło. Proponują nam nacieranie oliwką. Mówię, że mamy to już za sobą. Kompromisowo zgadzamy się, że następnym razem im na to pozwolimy. Właściwie to czemu nie. W pewnym momencie Sebastian zaczyna nam omawiać jaką ma koncepcję na dalszy ciąg swojego tatuażu. Wydaje mi się, że wykorzystuje tą okazję, żeby ponapinać przy nas mięśnie. Właściwie to pierwszy raz widzę gościa w moim wieku z tatuażami, nie wydaje mi się, żeby ktoś u mnie w szkole miał, na pewno nie tak rozległe. Do rozmowy o tatuażach przyłącza się też Daniel – mówi o swojej, wciąż niezrealizowanej, koncepcji pokazując palcem na swoim ciele. Teraz obaj zaczynają omawiać kolejne wizje między sobą wskazując, gdzie co miałoby się znaleźć. Odchylam okulary i przypatruję się. Zazwyczaj podobali mi się zawsze starsi chłopacy, ale ci dwaj z wyglądu mają w sobie coś bardziej dojrzałego.

Gang zaprasza nas na wieczorną imprezę. Arek mówi, że muszą się na nas skupić bo nie jesteśmy zwykłymi laskami. Martyna zgadza się w naszym imieniu, ale z dużym dystansem, „skupić się trzeba. Zobaczymy co z tego wyjdzie.”

Co jakiś czas chodzimy wspólnie popływać, jedna z nas zawsze zostaje na miejscu. Uwielbiam wodę i słońce. Mało co tak mnie odpręża.

Teraz do wody idę ja z Kingą. Przez jakiś czas po prostu sobie pływamy, ale potem każdą z nas obskakuje po dwóch chłopaków. Mnie moi rówieśnicy. Wciąż wypytują o różne rzeczy, głównie imprezowe życie, chłopaków, co ćwiczę, co oglądam, czy mam już prawko, czym lubię jeździć, czym oni lubią jeździć, co ćwiczyć. Odgarniam mokre włosy za głowę, odpowiadam im. I liczę spojrzenia na biust. W pewnym momencie patrzę na Kingę, Arek obejmuje ją już od tyłu, dotyka jej bioder, szepcze coś do ucha. Dawid zbliża się do niej od przodu. Uśmiechnięci, zaczynają się całować. Pierw wygląda to jakby dla żartu. Ale po chwili widzę ich stykające się języki. Kolczyk w języku Kingi połyskuje. Wpatruję się w to oczyma wychodzącymi z orbit. Dwójka wokół mnie wydaje się teraz oczekiwać czegoś ode mnie. Robi mi się gorąco. Stwierdzam że muszę popływać, przepływam kilka odległości po czym wychodzę, zamieniając się miejscami z Martyną. Próbuję ochłonąć, skupić się na czytaniu, ale właściwie cały czas zerkam znad książki w ich stronę. Martyna wydaje się świetnie bawić, już ją dotykają. Znowu zaczynam się czuć osamotniona i odstająca.

W końcu się zbieramy do domku. Idąc z plaży Martyna i Kinga dyskutują o naszych kolegach. Kinga poza tym, że już wie, że Dawid dobrze całuje potrafi też powiedzieć coś o wielkości ich penisów, wszystkich „przypadkiem” zdążyła już dotknąć i oglądnie zbadać przez kąpielówki. Według niej aż dwa są naprawdę spore, a dwa pozostałe co najmniej powyżej średniej. Czyli kolejne punkty na ich liście odhaczone. Przyjmuję tą informację nawet ze spokojem, liczę kolejna spojrzenia facetów, których mijamy – starych, młodych; z żonami, dziewczynami, samych – na nasze mokre ciała i mokre cycki.

*

Mamy już mało czasu. Trzeba jeszcze wziąć prysznic i się przebrać przed wyjściem do klubu. W między czasie zaliczyłyśmy jeszcze jogging, bez którego nie jestem w stanie przeżyć dnia i kolację. W tym pośpiechu nie zdążyłyśmy nawet jeszcze wybrać pokojów, po prostu porozrzucałyśmy wszystkie nasze graty po całym domku.

Ubrałam sukienkę, którą wzięłam. Wzór w kwiaty. Kończy się nieco ponad kolanem. Wchodzę w niej do saloniku i od razu słyszę Kingę

- Nie, nie, nie, nie!

- Co? – czuję się skarcona.

- Kama, okay, to jest ładne… na imprezę rodzinną. Ale tutaj? - w tym momencie wstaje i prezentuje mi swój strój, kraciasta mini i biała bluzka odsłaniającej pępek - I tak chodzimy w bikini na dzień. Co chcesz ukrywać? Masz taką dobrą dupę i cycki, chociaż teraz możesz tym świecić.

- O… kay?

Ta wariatka postanawia mnie samemu wystroić. Pożycza mi swoją drugą parę poszarpanych kusych szortów, pasują. Do tego moja własna różowa bluzka oversize, która odsłania mi nieco boczki. Jeszcze czochra mi trochę włosy.

- Jak po dobrym pieprzeniu.

Martyna siedzi na kanapie z numerem Women’s Health w rękach. Jest już przebrana w jeansowe kuse shorty, czarną bluzkę z jakimś białym logo i głęboko wyciętymi pachami. We włosach zrobiła sobie po dwa cienkie warkoczyki z każdej strony. Do tego rozwiązane trampki. Spogląda na mnie w nowej odsłonie i mówi bez emocji lekko potakując:

- Podoba mi się.

Przed wyjściem spoglądam na salonik. Boże, jakimi jesteśmy bałaganiarami. Wygląda jakbyśmy tu były już od tygodnia.

*

Jesteśmy w klubie. Przyszłyśmy same. Największym w tej miejscowości. Jestem pod wrażeniem. Spory tłum. Już po pierwszym drinku czuję się rewelacyjnie. Dziewczyny wypatrują ciekawych facetów. Po tym drinku nawet chętnie wchodzę w ocenianie kolejnych. Nie oszczędzamy żadnego. Nic ciekawego. Wielu na nas spogląda, kilku się od razu klei. Ale nie, nie ta półka, odsuwam się od nich, i dziewczyny też. Naszych kolegów wciąż nie ma.

Po jakimś czasie nadziewam się na parkiecie na pewnego kolesia, chcę go wyminąć i wrócić do dziewczyn, ale - wydaje mi się że z premedytacją - robi zawsze krok w dokładnie tą samą stronę co ja. wydaje się mieć naprawdę dobry styl, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Roześmiana, decyduję się chwilę z nim potańczyć. Ma niezłe ruchy, jest przystojny, dosyć wymuskany – trochę w typie gwiazdorskiego piłkarza z zachodniej Europy, w taki styl chyba mierzy, tyle że z czymś groźniejszym w spojrzeniu. Pozwala sobie na dużo w tańcu, ale nie na tyle, żebym się oburzyła, balansuje dokładnie na granicy.

W końcu udajemy się na bok i zamieniamy parę słów. Nazywa się Łukasz, „Luki” - tak na siebie każe mówić. Trochę się z tego naśmiewam. Ten gość jest jeszcze bardziej pewny siebie niż nasi sąsiedzi. I jeszcze bardziej beztrosko uśmiechnięty. To jest właśnie chyba ten typ, którymi mamy się tutaj otaczać. Ktoś kto się może mierzyć z nami.

- O, Kamilla! Fajnego masz kolegę. I nic nam nie mówisz? - zjawia się Kinga, jej policzki wyglądają na nieco rozpalone. To chyba od drinków.

- To? Dopiero się poznaliśmy. To jest, Łu-kasz? Luki? Luki – uśmiecham się.

- Dokładnie, Luki – Łukasz wyciąga rękę do Kingi, lustrując ją z góry na dół - Piękne chodzą parami.

- Ha! Nie, bo trójkami – Kinga się obraca szukając wzrokiem Martyny – O! I jest trzecia – wskazuje na nią bez ceregieli palcem.

Martyna, widząc to, podchodzi, staje obok Kingi. Obie obejmują się w pasie. Łukasz lustruje teraz obie i lekko potakuje z wielkim zadowoleniem.

- Kurde dziewczyny, ja tu zawsze mam dobry radar, naprowadza mnie na najlepsze okazy, ale i tak teraz jestem pod dużym wrażeniem. Jesteście tu pierwszy raz?

- Pierwszy raz w trzy.

- Musiałem przegapić ostatnim razem. Ale – obraca się w moim kierunku, wzrok ma łapczywy – trafiłem na najlepszy moment.

Coś mnie pociąga w jego pewnym siebie spojrzeniu.

Łukasz na chwilę opuszcza nas kierując się do toalety. Korzystam z okazji:

- Hmm, zakładam, że o kogoś takiego właśnie tam chodziło? Czy to właśnie idealny typ na wakacje? Uśmiecham się szeroko.

- Szybko się wdrażasz! Zaczynam cię lubić - Kinga kiwa głową z satysfakcją, a mnie autentycznie cieszy jej reakcja.

- No i potem można takich bez żalu zostawić? - pytam chcąc się jeszcze trochę popisać moją nauką z dzisiejszego dnia.

– Dokładnie. Ważne żeby kutas ruchał solidnie, a nie czy typ jest miłym gościem i czy kocha matkę – Kinga wypowiada z pełnym spokojem, popijając drinka, a ja wbijam w nią sowie oczy. Martyna spogląda na mnie z wypisanym na twarzy pytaniem retorycznym "Jeszcze się dziwisz?"

- Um! Kurde! Zaklepuje go - krzyczy w tym momencie Kinga.

- O nie! Świnia. Jak w tamtym roku – Martyna udaje oburzenie - lepiej żeby miał jakiegoś równie zajebistego kolegę. Inaczej kurwa będę o niego walczyć.

- Wal się, już zaklepałam.

- A to dla was problem? – wtrącam się - Przecież wy to chyba możecie tego samego wziąć na raz? – rzucam. Drinki mnie mocno rozluźniły (co ja w ogóle wygaduję?).

- O! Kama, ty masz same dobre pomysły! Tego jeszcze nie było – Kinga wygląda na autentycznie zafascynowana tą ideą.

- Nie no, ja żartowałam. Jak coś.

- My nie! – Kinga zwraca się do Martyny – ona się robi zajebista.

- Widzisz? Mówiłam, wystarczy dać jej czas – mówi Martyna.

- Co ty jeszcze o mnie mówiłaś? Skąd to wiesz, że wystarczy dać mi czas? - zaciekawiam się.

- Stawiam, po moim własnym przykładzie – Martyna uśmiecha się, gdyby nie to czego dotyczy temat rozmowy, powiedziałabym że anielsko.

Łukasz wraca z toalety, szczerząc zęby w jeszcze większym uśmiechu niż wcześniej w naszym kierunku.

- Wiecie, że tutaj można pracować jako hostessy? Wy byście się nadawały.

- Te laski? - Martyna wskazuje kciukiem na jakieś dziewczyny w skąpych strojach krążące po klubie.

- Ja już miałam jedną przygodę hostessową. Mało sexy. I jak mnie spizgało w tym stroju! – Kinga tłumaczy. Tego o niej nie wiedziałam – Kasa też chujowa.

- I prawie mnie na nią namówiłaś wtedy – Martyna rzuca i zwraca się do mnie – Ona czasem umie też wpieprzyć nas w kłopoty. Ja jestem głosem rozsądku.

Martyna bierze duży haust drinka.

- Dziewczyny – Łukasz unosi dłonie jakby się poddawał, wciąż uśmiechnięty od ucha do ucha - Ja tylko mówię, to nie tylko okazja żeby zarobić, imprezy na górze mogą być dużo lepsze. No i zawsze fajne stroje.

- Chcesz nas zobaczyć w czymś takim? Trzeba było od razu mówić – odpowiada mu Martyna.

- Pokazy bikini są za dnia. Wpadnij jutro po nas - dodaje Kinga.

– Pewnie. Jesteśmy umówieni. Jestem pod coraz większym wrażeniem. Jest i look, jest i stajl.

*

Tymczasem w końcu zjawiają się nasi koledzy. Widzę ich i zastanawiam się czy podejść, przedstawianie ich Łukaszowi nie wydaje mi się dobrym pomysłem. Dziewczyny jednak nieodrywaną się od niego, a ja teraz stojąc trochę na uboczu tego – nie bardzo wiem co zrobić („to już z nimi nie!?”). Bojaźliwa nowicjuszka. Tym sposobem sama siebie skazuję na ponowną rozmowę z nimi.

Ekipa z domków sama mnie odnajduje.

- O, i co? Zostałaś bez obstawy – mówi Dawid.

- No, trochę się spóźniliście. Niestety. – mówię spokojnie, udając lekkie zatroskanie – No i chyba ktoś was ubiegł. – wskazuję głową w kierunku dziewczyn, teraz niemal obmacujących, Łukasza.

Arek się zaśmiewa:

- U, zaaafarcił! Jebany. Dobry musi być.

- Ale ty nam zostałaś – wtrąca Dawid.

- Ty nam wystarczysz – rzuca Daniel. Nie mogę teraz przestać myśleć, ze każda ich wypowiedź ma podtekst seksualny.

- Oooh, obawiam się że chyba... chyba nie wystarczę wam. Znając wasze plany - odpowiadam, byle nie milczeć (czy ja ich właśnie podpuszczam!? O, shit!) Denerwuje się, biorę kolejnego łyka mojego Mojito. Kolesie podejrzanie uśmiechają się między sobą. A ja tylko mrugam brwiami zza szklanki. Wracam do robienia tego co wychodzi mi najlepiej czyli tańca, otoczona przez nich.

W jakimś momencie udaje mi się jeszcze odciągnąć na chwilę Martynę na bok.

- Ej, ale, no co z chłopakami z domków? - dopytuję, próbując ustalić jaki dziewczyny mają teraz plan. I jakie jest moje miejsce w nim. Co ja mam robić!?

Ona wzrusza ramionami, cały czas uśmiechnięta:

– Trudno, spóźnili się. Peszek. My idziemy z Łukaszem. A, a który z nich cię interesuje?

- Mnie!? Żaden. Ale, hm, idziecie z Łukaszem, jak? W trójkę!? - przełykam ślinę - Czy wy w ogóle macie tutaj jakiś plan?

- Oj tam, zrelaksuj się! Zobaczymy co wyjdzie w trakcie. Czy wszystko musi mieć morał? - odpowiada mi Martyna.

- Hmmm, chyba wszystko. No tak.

- No okay, to powiedz mi jaki tu będzie na końcu tych wakacji.

Biorę głębszego łyka, wracam do tańca. „Zrelaksuj się”. Spróbuję.

Wracam do chłopaków i dalej sobie gawędzimy. Widzę z oddali jak Martyna i Kinga wychodzą z Łukaszem, wisząc na jego ramionach. Patrzą w moim kierunku, ruszają brwiami. Łukasz też na mnie spogląda i posyła uśmiech. Czy to będzie serio to, co myślę? Ciekawe co zastanę w domku po powrocie. Nie wierzę. Obym w ogóle znalazła do niego drogę.

Chłopacy piją kolejne piwa. Ja sączę czwartego drinka. Rozmowa robi się coraz ostrzejsza, ale ja jestem teraz absurdalnie wesoła, na zewnątrz śmieje się z żartów tej paczki, jak równa z równymi, wewnątrz czuję się jak na huśtawce. Wszystko jest kompletnie pokręcone.

Chłopacy proponują mi spacer w okolicy plaży. Idziemy! Pewnie! Po drodze chwalą mój strój, a ja teraz odpowiadam tak jakby odpowiedziała Kinga - szkoda byłoby zakrywać taką dupę, nie? Dwa tygodnie, niech chociaż ktoś sobie popatrzy. Śmieję się z tego, całkiem szczerze, pokazując im dodatkowo moje perłowe proste ząbki. W głowie śmieje się z siebie jeszcze bardziej, "szalejesz Kamilla!" Zaczyna mnie bardzo jarać to pożądanie pod moim adresem.

Stoimy przy jakimś lasku, ledwo się orientuję gdzie jesteśmy. Chyba słyszę szum fal. Chłopacy odpalają skręta. O! Biorę go od nich i - z pewną obawą - ostrożnie się zaciągam. Byle nie za dużo. Chłopków szybko dopada głupawka.

I nagle, stojąc tu z nimi, patrząc na nich zaczynam rozumieć, o co chodzi dziewczynom. Czuję się wręcz oświecona. Może to trawka przeze mnie przemawia. Z jakim typem osobowości chciałabyś spędzić czternaście szalonych odprężających dni wakacji? Na plaży, w klubach? No z jakim? Z kimś kto też czytał Tolkiena? Em, faktycznie może niekoniecznie. Jest na co popatrzeć, jest z kim potańczyć i może posiedzieć wspólne na plaży. Można też kąpać się w rozkoszy pochlebstw, które jednak nie są czołobitnym składaniem w koło tych samych pokłonów bez celu, a ostrą i szczerą gadką gości, zmierzają do określonego celu. A jak mi się wydaje rozmowy nie raz już ten cel osiągali i to nie bynajmniej nie z laskami drugiej kategorii. Chociaż nie obraziłabym się poznać tutaj też nieco słodszych chłopaków. Może ktoś do popatrzenia, i drugi do pogadania. To nie jest zły plan, o ile ktoś z nich się na mnie nie obrazi. Hm, ciekawe gdzie Kinga i Martyna bzykają teraz Łukasza? Mam nadzieję, że nie na moich rzeczach.

W pewnym momencie pada absurdalne pytanie, czy mam prawdziwe cycki. Chyba powiedział to Sebastian, nie jestem pewna. Czuję się jak w ulu, każdy coś mówi, a ja próbuję to skleić do kupy i jeszcze odpowiadać. To chyba znak, że muszę się zmywać, zanim zaczną mi je sprawdzać. Jak mogłabym mieć sztuczne cycki!? Zanim jednak ich zostawię zaciągam się jeszcze parę razy kolejnym grubym skrętem w ramach dzisiejszego planu na korzystanie z życia. W końcu czuję się po tym dosyć niesamowicie, więc czemu nie jeszcze troszkę. Trzeci raz w życiu palę marihuanę, ale do tej pory jej efekty wydawały mi się słabe. Teraz zdecydowanie czuję to dziwne coś, w całym ciele. Żegnam się z nimi i zmierzam w kierunku domku, a przynajmniej tak mi się wydaję. Idę szybkim krokiem przez jakiś lasek, czy park, słysząc za sobą ich głośne żale.

Wydaje mi się, że się nieco zgubiłam. Krążę wciąż po zaroślach, ale wesoła i zachwycona wszystkim co mnie otacza: nocne niebo, letnie powietrze, bryza od morza. W końcu rozpoznaję nasze domki. W naszym, jako jedynym, światło pali się niemal we wszystkich pomieszczeniach. Te domki wyglądają nierealnie. Przypomina to trochę kreskówkę.

Po drodze nadbiega skądś Sebastian, mówi że leci do domku po 'zapasy' i idą jeszcze na plażę.

- Może się przyłączysz, piękna? Jeszcze parę buszków dla dobrego humoru? - cwany uśmieszek pojawia się na jego twarzy.

Hm. Nie, jednak spasuję, jednak mam jeszcze jakąś samokontrolę.

- A coś na zachętę? – pyta. Chyba wiem co ma na myśli. W sumie z nich wszystkich on jest najmniej w moim guście i najbardziej idiotyczny. Ale i tak jest niezły, a ja mam teraz nieodpartą ochotę się całować. Podchodzę do niego i zaczynamy się po prostu lizać. Jest w tym całkiem dobry. Zaczyna mnie łapać za tyłek, potem za cycki, powinnam powiedzieć już dawno nie, to naprawdę przebiło już wszelkie moje limity, ale jeszcze moment. Moment, jeszcze sekunda. Okay. Starczy. Odrywam się od niego.

- Starczy – mówię i po sekundzie, sama się dziwiąc, dodaję - na dziś.

- Na dziś – kiwa głową wesoły – okay. To dobranoc królewno.

Delikatnie, prawie nie zauważalnie, potakują. Może i na dziś. Okay, mogę się lizać. To nic takiego. Do tego nie potrzeba chodzenia. Z jednym. No to chyba z Sebastianem skoro już zaczęłam. Nie! Wolałabym z... Z, hmm? Dawidem? A może z... Okay to tylko lizanie, jeśli nie będą mieli problemu przeliżę się ze wszystkimi. To wszystko przez alkohol i narkotyki! - jutro będę tego żałować. A może wcale nie?

Co za dzień, nie czuję się trzeźwa, ale w ten dobry sposób - wciąż w pełni świadomy, szczęśliwy, skaczący z radości, który powoduje, że ledwo tłumię śmiech i chęć śpiewania. Jestem przed dokiem. Co zastane po otwarciu drzwi? Nie chce mi się wierzyć, żeby mogły się zabawić z tym gościem.

Otwieram. Powoli. Wchodzę do środka, w salonie zastaję Kingę śpiącą na kanapie, przykrytą kocem. Hm. A więc tak to wygląda w praktyce. Faktycznie odpierdoliła.

Szukam mojego Ipada, mam gigantyczną chęć na posłuchanie muzyki na słówkach. Nie wiem gdzie go zostawiałam, zrobiliśmy wszędzie burdel. Wydaje mi się, że musi być w jednym z pokojów. Idę po schodach. Teraz słyszę jakieś dziwne dźwięki. Otwieram drzwi do jednego pierwszego pokoju…

BUM!

Przed oczami mam Martynę. Pieprzącą się z Łukaszem na pieska. Twarze zwrócone mają w moim kierunku.

- Hej! Odnalazła się zguba - Martyna mówi zdyszanym głosem. Bez skrępowania. Uśmiecha się wstając powoli. Nie zakrywa się. Nie wygląda jakby miała zamiar to przerwać. Jej spokój sprawia, że dalej stoję jak wryta.

- S-s-s-sorry – cofam się powoli. Gotuję się w środku, a moja twarz zamieniła się w kaloryfer. Nie jestem pewna, czy mam po prostu zamknąć drzwi i udawać, że tego nie widziałam, czy my właśnie rozmawiamy?

- Za co? Luz. Zostań. Będzie ciekawiej – mówi Martyna, napierając teraz plecami na Łukasza, który też wstał. Obłapia ją. Nie, oni wcale nie mają zamiaru kończyć. Oni tylko zmieniają pozycję. Łukasz spogląda na mnie zza jej ramienia. W jego uśmiechu jest teraz coś diabelskiego. Siada na krześle przy oknie ciągnąć ją za rękę. Ona siada na nim, nadziewając się na jego kutasa. Wszystko to przed moimi oczyma, w pełnym świetle. Czemu wciąż na to paotrzę? Martyna się uśmiecha:

- Siadaj sobie. Jak twój wieczór? - wypowiada to zaczynając już podrygiwanie na nim. Zamyka na chwilę oczy. Dyszy lekko. Otwiera je i spogląda znowu na mnie na mnie:

- I tak już się nakręciłam, że Kinga tu też będzie.

Łukasz łapie jej biust. Orientuję się, że mam otwartą buzię.

- Też się na to nakręciłem. Ale to dopiero początek, nie? - Łukasz dyszy.

Parskam pod nosem. Już minął moment, kiedy mogłam po prostu pójść, teraz stoję w drzwiach, drapiąc paznokciem farbę na framudze - Chyba nieźle popiłaś Martyna – mówię, sama czując otrzeźwienie.

- Nieee, całkiem mi przeszło – mówi, dysząc, podrygując na nim. Jej piersi podskakują, odgarnia ręką włosy za ucho. Faktycznie nie wydaję się zbytnio pijana. Powiedziałabym, że wygląda przepięknie. Nawet obejmowana w talii przez męskie wytatuowane ręce.

- Dobry widoczek, nie? - Łukasz rzuca do mnie, wychylając znowu głowę zza niej. Zaczyna się chichrać, jego ręce schodzą niżej i łapią ją w talii.

- Dobrze, go wypatrzyłaś, Kama – Martyna dyszy.

- Nakręcona? To dołączysz się? Spokojnie sobie dam radę – Łukasz dodaje, podrzucając Martynę teraz dużo bardziej kolistymi ruchami, niemal wiosłuje jej biodrami, jakby informując mnie że to mogę być ja. Daje jej klapsa w tyłek. Przygryza dolną wargę lekko sycząc. Martyna wzdycha mocniej i wyrzuca z siebie błogie:

- Ona musi się jeszcze oswoić.

Opieram się o ramę drzwi i zastawiam czy mam tak po prostu stać i się gapić. Już za późno, żeby wyjść. I tak widziałam już wszystko. Czuję niesamowitą adrenalinę patrząc na to. To takie szokujące. Nic nie było tak szokujące do tej pory. Nie pamiętam kiedy moje serce tak waliło. Nigdy bym sobie nie potrafiła tego nawet wyobrazić – ona, z kimś takim, jeszcze ze mną przy tym.

Po chwili postanawiają znowu zmienić pozycję. Wstają. Łukasz, teraz z dobrze widocznym z tym wielkim czymś, ustawia ją przy ścianie (do tej pory nie wiem czy rozmiar ma znaczenie, ale na pewno zawsze ładniej takie wyglądają). Teraz zaczyna brać ją od tyłu. Wsadza i wyciąga z niej kutasa. Wyciąga, wyciąga. Przyglądam się. Jezu, jaki on jest długi, wyciągnie go w końcu? Para musi lecieć z moich uszu.

- Podoba ci się? - Łukasz pyta. Jego dziki uśmiech kompletnie mnie onieśmiela.

- Ta-- nie! – naglę się poprawiam i wykrzykuję szybko: - To znaczy, ja--

- Podoba! Jaaara cię to – Łukasz się zaśmiewa zaciskając łapy na talii Martyny.

- Może.

Łukasz przyspiesza posuwanie. Znowu spogląda na mnie, otwarte usta, dyszy, tym razem już bez uśmiechu, pożądliwie. Tak bardzo pożądliwie. Muszę przyznać, że pieprzyć się moja kuzynka jednak potrafi. Nic nie zostało z tej jej wyniosłości, którą podobno obie w sobie mamy; chociaż Martyna wygląda, rusza się i jęczy dalej bardzo dumnie. I ten gość zdecydowanie też ma do tego talent. Myślę, że wielu nie potrafi i wielu nie wygląda tak dobrze robiąc to jak robi to ta dwójka.

Nie, ja się stąd już nie ruszam. Już bez różnicy. Zobaczę to do końca.

Mija minuta, może dwie, nie wiem dokładnie ile, mam problem z poczuciem czasu. Patrzę na ich finisz, Łukasz brzmi jakby warczał, Martyna jęczy coraz głośniej i głośniej, aż w końcu zaczyna się drzeć, zagłusza i tak bardzo głośno klaszczący dźwięk bioder Łukasza obijających się o jej pośladki.

Łukasz dochodzi, Martyna chyba też, widzę jak załamują się pod nią nogi. On odsuwa się, łapie ją ponownie w talii i rzuca na łóżko. Ona po prostu skula się w pozycję pół-embrionalną, z jedną piersią na wierzchu i dyszy. Z zamkniętymi oczami.

Łukasz patrzy na mnie, z tym w połowie opadłym ale wydłużonym- jakby go rozciągnął w jej pochwie - fiutem. Coś wisi w powietrzu. Rzuci się na mnie? Wygląda jakby jeszcze mógł. Jakby zaraz miał go postawić i wpakować we mnie. Teraz puszcza do mnie oko klikając przy tym ustami.

- O-kay, to ja pójdę – rzucam znowu się cofając, przekonana, że zaraz będzie chciał mnie zerznąć; przywoła mnie po prostu do siebie palcem i z jakiegoś magicznego powodu może mu się to udać.

- Spoko. Do zobaczenia - mówi stojąc cały czas w rozkroku. Nie mogę przestać patrzeć na jego kutasa, nawet zamykając drzwi. Czuję, że się trzęsę.

Zamykam się w drugim pokoju. Okay. więc to chyba jednak... na serio. Martyna jest... totalną wakacyjną zdzirą. I prowadzi w tym w konkurencji z Kingą. O mój Boże, moja kuzynka jest wakacyjną zdzirą, nie mogę w to uwierzyć. Widziałam to na własne oczy. Widziałam, jak się… PIERDOLI! Inaczej tego nie można nazwać. Oni się PIERDOLILI.

Boże. Dwa tygodnie przede mną. Nie czuję się jak na wakacjach z przyjaciółkami, czuję się jak na jakimś obozie treningowym z kompletnymi nieznajomymi. I dotyczy też mojej kuzynki. Oni nie są jak ja, są szorstcy, wulgarni, i chętni do odwalania numerów, w których chcąc nie chcąc będę brała udział.

A jednak trochę chcę tu być. To dziwne uczucie. Cóż. Więc teraz będę z takimi gości, jak Łukasz spędzać czas. Chyba muszę się zacząć oswajać z jego obecnością. Przyłącz się jak nie możesz wygrać?

Znajduję tu mojego Ipada, ale teraz mam już inny plan niż słuchanie muzyki. Jest nim masturbacja pod prysznicem. Zaczynam na stojąco, ale szybko klękam, nie mogę się utrzymać na nogach, po głowie przelatują mi obrazki z pokoju: Martyna i Łukasz, Łukasz i jego wielki fiut. Co mi jest? Dyszę, dotykam się mocniej. Jest mi bardzo dobrze, ale i tak potrzebuje czegoś w środku. Chcę się z kimś pieprzyć! Dotykam się mocniej. Tak, tak, tak. Więcej. Chcę więcej. Dużo więcej. Mogę to zrobić z kimś. Z jedną osobą. Wyrucha mnie, mocno. Może jutro? Tak, tak! To tylko wakacje. Jedna osoba. Tak. Czuję, że jeszcze więcej soku ze mnie wycieka. Boże, jeśli teraz nie dam rady sobie dogodzić, tak żeby o tym zapomnieć; jeśli jutro będę się tak czuła, zrobię to z kimś. Boże, niech ktoś mnie teraz zerżnie! Zagryzam wargę. Nawet ten czubek Sebastian mógłbym mnie teraz wyruchać jakby tylko chciał, gdyby tylko zapukał teraz do drzwi łazienki. Mogę to zrobić. Mogę to zrobić, one nie będą miały nic przeciwko, nawet mnie pochwalą. Nikt się o niczym nie dowie. Potem o nim mogę zapomnieć. Nic mnie nie powstrzymuje. To będzie nasza tajemnica. Dochodzę, dochodzę...

*

Wycieram się, wciąż jestem trochę niespokojna. Nie, nie przeszło mi! Przypominam sobie, że chyba z kolei zostawiłam w tamtym pokoju moją piżamę. Zostawiałam tam też na pewno stertę mojej bielizny. Na wierchu. Łukasz może sobie poprzeglądać i powybierać. Zastanawiam się nad powrotem tam, żeby wziąć tą piżamę. Zastanawiam się czy to nie dobry pretekst. Żeby tam wejść i poprosić żeby mnie... żeby mnie też tak wypierdolił. Jak ją. Dziwię się jak wiele we mnie gotowości, żeby to faktycznie sprawdzić.

Dzień Drugi

Budzą mnie wytłumione odgłosy jęków i rytmiczne stukanie. Czy to moje sny czy zza ściany? Po chwili bredzenia czegoś pod nosem w pół śnie podrywam się gwałtownie. Wsłuchuję się mrużąc zaspane oczy. A to co? Ah, już wiem! Łukasz znowu pieprzy Martynę. No pięknie.

Teraz słyszę to bardzo dobrze, krzyki obojga. Martyna drze się mocniej niż wczoraj. Jakby bardziej zwierzęco. Moje napalenie, z którym ledwo dałam radę zasnąć teraz znowu o sobie przypomina. Boże, chce mi się tak bardzo bzykać. Jak rzadko kiedy. Jak nigdy. Moje majtki są przesiąknięte. Co mi się śniło?

Schodzę na dół, słysząc jeszcze dokładniej ich stękania, ruszające się łóżko i odgłosy szybkiego klepania. Śniadanko. Wciąż nie zdecydowałyśmy się, który pokój jest czyj, ale zakładam, że po tym chrzcie ten chyba będzie już Martyny - a to znaczy, że drugie łóżko w nim moje, bo umówiliśmy się że jako kuzynki śpimy w jednym. Chociaż pozostaje jeszcze zawsze salon.

Wchodzę do saloniku. I nagle mój jako taki spokój i oswojenie z sytuacją zostaje znowu zburzone.

Przede mną, w kuchni, stoi Martyna. Uśmiecha się szczerze i szeroko z kubkiem w dłoni.

- Hej.

- Em, h-hej? – rozglądam się dookoła ogłupiała. Wciąż słyszę hałasy z góry.

- Niezły początek, nie? Coś mi się zdaję, że to chyba będą bardzo grube wakacje.

- Co, em, co ty tutaj robisz? - wskazuję palcem w górę.

- To? - wzrok Martyny się na chwilę podnosi - Kinga, a kto?

- Zzz… kim?

- No z naszym nowym kolegą - teraz patrzy na mnie zza kubka, chyba lustrując moje reakcje.

Wydaje mi się, że ją bawię moim nieogarnięciem.

- Ah. No tak. I, to ci pasuje?

- Pasuje? No pewnie. Przecież wczoraj nawet sama powiedziałaś że mamy zrobić trójkąt.

- To był... żart. Nie ważne. Myślałam, że to żart. Że wy też żartujecie. Te wymiany. Jezu.

Martyna powstrzymuje się przed wybuchem śmiechu.

- Żart, jasne – przechyla kubek ku ustom, wpatruje się we mnie zza niego uśmiechniętymi oczami - Chyba jesteś wciąż w niezłym szoku, co?

- Owszem. Nie masz z tym problemu? Z tym, że widziałam ci, no wiesz.

- Gołą i wesołą? Oj tam, zdarza się. To całkiem fajne. Cholera wie ile razy mnie ktoś podglądał przez okno albo – no nie wiem? - pod prysznicem na koloniach? Nie że się tam bzykałam, ale sam fakt. Jak o tym pomyślisz to, no wiesz, co zrobisz? Nic. Ale jak ktoś chce patrzeć. Spoko. Jest coś fajnego w byciu nago.

- Nie no, mam nadzieje, że mnie nikt nigdy nie podglądał.

- Żartujesz? Lepiej już sobie załóż że ktoś na pewno. Ciebie? Kolesie cię widzą i myślisz, że nie zrobili wszystkiego, żeby sobie popatrzeć przynajmniej? Nie ma szans. Załóż sobie, że tak było. I mniej na to wyjebane.

Zaczynam się zastanawiać nad wszystkimi możliwymi sytuacjami, kiedy mogło tak być. Zaczyna mi się robić nieprzyjemnie gorąco.

- I od tego od razu lepiej mi będzie? Jak tak założę?

- Hm, na pewno ciekawiej. Nie mówię, że jestem jakąś tam, hmm, ekshibicjonistką czy coś takiego. Generalnie się z tym nie afiszuję, bo wiadomo jacy są ludzie. Ale, po prostu, skoro i tak ktoś gdzieś kiedyś coś zobaczy, no a jak chcą to wszystko mogą, nie? To trudno. Niech patrzą. Ty widziałaś i jakoś żyjemy. I jest całkiem śmiesznie.

- No nie wiem czy mi jest tak śmiesznie.

- Zaraz ci przejdzie. – znowu zaczyna się szeroko uśmiechać – Nie mogłaś się wczoraj od tego oderwać.

Przez chwilę się zastanawiam, trudno mi się nawet z nią nie zgodzić, dopytuję:

- Oświeć mnie, to co się tutaj właściwie wczoraj stało?

- Hmm, no więc, pierw, po tym jak tu z nim przyszłyśmy, lizaliśmy się w trójkę. Za twoją namową! – Martyna droczy się ze mną - Odwaliłyśmy z Kingą nawet striptiz. Na stole. Ale, heh, nie był najlepszy! No i potem wspólnie mu obciągnęłyśmy – Martyna wypowiada to słowo jak na konkursie recytatorskim. Robi mi się nieznośnie gorąco

- Ale Kinga, co za jeleń, wypiła jeszcze Desperdosa przy striptizie i zaraz po lodzie stwierdziła, że nagle że się położy. Po chwili już spała. Królewna. No nic. Ja miałam fajny wieczór. Ale pomysł na trójkąt był spoko.

- Stawiałam, że to Kinga odwali bardziej jak już.

- Ona nie jest aż taką twardzielką na jaką pozuje. Żeby się rozkręcić musi sobie zawsze na początku nieźle wypić. Ale dzisiaj jest już jak nowo narodzona. Wzięła się za niego jeszcze jak byłam pod prysznicem. Myślałam żeby wejść i się może nawet przyłączyć, ale może niech się pierw ta wyżyje.

- Czyli to robią inne nastolatki.

- No co ty? Nie no Kamilla, doceń mnie trochę. Większości ludzi, przynajmniej jakich ja znam, jedyne co potrafi to się napierdolić. Cała ich zabawa. Nawet jak się bzykną to nawet nie pamiętają. Ale to ze mną jest coś nie tak? Hmm. Wszyscy są tak zakłamani.

Jemy razem śniadanie, w głowie mam tą myśl, jak bawi się zazwyczaj większość ludzi, a z góry wciąż docierają do mnie dźwięki tego jak bawią się co niektórzy. Przyznaję się Martynie do całowania się z Sebastianem. Dopytuje mnie o szczegóły bez specjalnego rozemocjonowania. Nie mam za wiele do powiedzenia, to przecież było nic w porównaniu z tym co ona zrobiła. Mam poczucie nierealności, ciężko mi połączyć wczorajszą scenę z jej osobą, taką jaką znam. I ona robi takie rzeczy trzecie wakacje z rzędu.

Martyna kończy jedzenie. Patrzy na mnie pytająco, spogląda w górę.

- Co?

- Idziemy do nich?

- Co!?

- No, razem, popatrzymy sobie. Chodź.

- Pogrzało cię.

- Nie mówię, że masz się przyłączyć. Za dobrze by mu było. Zobaczymy co u nich. Jak nudno to wyjdziemy – ciągnie mnie za rękę, a ja się daję.

Idziemy do góry. Odgłosy jęków narastają, tym razem tylko Łukasza. Robią to już przynajmniej 20 minut. Martyna puka do drzwi.

- Zajęte! – rozbrzmiewa głos Kingi. Nie brzmi to poważnie, raczej wręcz zachęca do wejścia.

- Uwaga, wchodzimy - Martyna już łapie za klamkę.

Co tym razem zobaczę?

Kinga klęczy przed Łukaszem. Widzimy jej goły tyłek. Włosy spływające po wypiętych plecach. Unosi ręce w górę, jakby nas tak witając.

- Hej! – Łukasz pozdrawia nas wesoło i dumnie. Zabiera ręce z jej głowy i opiera je sobie na biodrach. Uderza mnie wyraźny zapach seksu. Czuję, że nogi zamieniły mi się w galaretę.

- Właśnie trwają pracę wykończeniowe – mówi Kinga, łapiąc jego fiuta ręką – Kamilla, to też się dołączasz? Łukasz będzie wniebowzięty.


Continue reading this ebook at Smashwords.
Download this book for your ebook reader.
(Pages 1-33 show above.)